Gdy tylko Cassidy próbowała
porozmawiać z tatą, on nie dawał jej dojść do słowa. Każdego
dnia skutecznie wymigiwał się od rozmowy i wykręcał się pracą
lub brakiem czasu nie dając Cassidy nawet wspomnieć o jakichkolwiek
wakacjach i do tego jeszcze te całe urodziny... Krótko mówiąc dał
jej jasno do zrozumienia, że nic z nich nie będzie. Nigdy wcześniej
się tak nie zachowywał. Zawsze to mama odmawiała, a tata był od
głupich i szalonych pomysłów.
Z samego
rana tata Cassidy przyszedł do jej pokoju. Ponieważ dziewczyna
jeszcze spała położył na jej stoliku urodzinowe śniadanie i
kartkę z życzeniami, a potem musiał już wyjść do pracy. Parę
minut później dziewczyna się obudziła. Zjadła naleśniki
przygotowane przez tatę i wzięła do rąk komórkę. Dostała już
miliony życzeń na facebook'u, ale oprócz tego miała jeszcze dwa
sms'y i jedno nieodebrane połączenie od Gavin'a.
10000 lat
Cass!!! Wszystkiego najlepszego!!! :) :D XD
Penie jeszcze
śpisz, ale jak się obudzisz to oddzwoń! Wyskoczymy gdzieś i
uczcimy ten wyjątkowy dzień!!! :)
-Halo
-Cześć Gavin, już wstałam.
Przeczytałam sms'y dziękuję.
-To co? Idziemy gdzieś?
-Jasne! Tylko muszę się ubrać,
uczesać, umyć...
-To jestem za dziesięć minut
-rozłączył się.
-Frajer. -powiedziała do telefonu.
Trudno w to uwierzyć, ale była gotowa już w 15 minut. Gdy
sprzątała po śniadaniu do drzwi zapukał Gavin. Dziewczyna
otworzyła je, spojrzała na chłopaka z poważną miną i dla żartu
zamknęła je bez słowa, włożyła buty, pożegnała Nessę, która
właśnie wstała i wspaniałomyślnie otworzyła drzwi. Trzeba
przyznać, że ich przyjaźń była nie codzienna, ale i Cassidy nie
była do końca przeciętną dziewczyną.
-To gdzie idziemy? -zapytała miło
-Nie wiem, gdzie chcesz?
-Może byśmy zostali, obejrzeli jakiś
film?
-Nie! Wykluczone żebyś siedziała w
domu w urodziny! -zaprotestował stanowczo Gavin -Co powiesz na kino?
Chyba jest dzisiaj film z tym twoim Lynchem?
-No i tyle zostało z „gdzie
chcesz”... Mam ten film od Rossa. Po co iść do kina?
-Czemu ty tak bardzo chcesz zostać w
domu?
-Czemu ty tak bardzo nie chcesz? Po
prostu uważam, że to nie jest specjalny dzień. To tylko kolejna
rocznica przyjścia na świat jakiejś cioty.
-Co ci się nagle tak poglądy
odmieniły? Jeszcze wczoraj byłaś gotowa zabić za przyjęcie
urodzinowe, a teraz nawet do kina nie chcesz iść?
-Przepraszam Gavin... Jestem od rana
jakaś poddenerwowana. Chyba właśnie chodzi o to przyjęcie. To
pierwsze urodziny na których go nie będzie i do tego one są
osiemnaste. Zachowuję się jak dziecko, wiem o tym. -po tych słowach
Gavin tak jak zawsze kiedy mówił jej coś ważnego, próbował
pocieszyć, uspokoić, żeby go nie pobiła, podszedł bardzo blisko,
tak, że prawie twarze się stykały, przytulił tak, żeby nie mogła
ani go odepchnąć, ani uderzyć i mówił spokojnym głosem.
-Lubisz kiedy gdzieś razem wychodzimy
prawda?
-No, no lubię...
-Potraktuj to wyjście jak zwykły
dzień! Nie chcesz iść do kina=nie idziemy do kina.
-Sprawdź o której grają ten film.
-odparła ustępliwym głosem
-Za pół godziny. -odpowiedział po
dłuższej chwili
-Hmm.. Dobra, ale kupisz mi colę i
popcorn!
-Szantaż?
-Tak.
-Dobra.
-Dobra. -i ruszyli w stronę kina.
Dotarli na miejsce pięć minut przed filmem, szybko kupili bilety,
jedzenie i weszli do sali zanim jeszcze skończyły się reklamy.
Film był o dziewczynie, która zakochuje się w swoim najlepszym
przyjacielu, którego grał Ross i o tym, że w końcu ten chłopak
zaufał jej na tyle, że powiedział jej o tym, że jest zakochany w
jej najlepszej przyjaciółce. Dramat. Matko sałatko, dramat.
-Ross łamacz serc wszystkich
nastolatek. -żartowała Cassidy po wyjściu z kina
-Twoje serce zdobył. -zaśmiał się
Gavin osłaniając się przy tym ręką przewidując to, że Cassidy
jak zwykle uderzy go w głowę, albo ramię, ale ona była bardziej
cwana i walnęła go w brzuch i ten się skulił z bólu. Potem
poszli na lody, a że było około 12.00. mieli przed sobą jeszcze
cały dzień.
-Właśnie! Cass, widziałem w sklepie
gazetę. -Wtrącił Gavin, gdy tylko zapadła chwila ciszy
-Brawo! Jestem dumna! -zaśmiała się
Cassidy waląc sarkazmem
-Ta, ta, a więc na okładce był
nagłówek...
-Aha.. -znów mu przerwała, ale on nie
zważając na to kontynuował
-”Czy Ellington z zespołu R5
adoptował fankę?” Nie zastanawia cię to?
-Nie..? Kolejny nagłówek nie mający
nic wspólnego z tym co w środku będący tylko chwytem
marketingowym.
-Słuchaj dalej! Było tam zdjęcie,
zdjęcie dobrze ci znanej dziewczyny, dziewczyny, która jakiś czas
temu przeprowadziła się z Polski prosto do Californi
-Chodzi ci o Nel? -zapytała z jeszcze
małą nutką nadziei w głosie
-Tak, tak -odparł sarkastycznie -No i
przecież Nel i Ratliff udają, że są rodziną prawda? -po tych
słowach dziewczyna zamarła
-Chodzi o mnie tak?
-Na to wygląda...
-Co konkretnie tam pisali? Jak to
możliwe, że oni znają prawdę?
-Widziałem tylko okładkę, nic nie
czytałem, ale tu zaraz jest kiosk. -powiedział chłopak wskazując
głową w stronę sklepu. Poszli tam. Pierwsze o czym pomyślała
Cassidy to, to że ktoś musiał donieść mediom. Na pewno nie był
to nikt z R5. Ich i jej rodziny też można wykluczyć z kręgu
podejrzanych, tak jak i zresztą Gavin'a. Kto mógł jeszcze
wiedzieć? Chyba nikt... Trzeba więc wykluczyć donosiciela. Również
od bardzo dawna nawet nie wspominali z R5 o kłamstwie sprzed
miesięcy, więc skąd te ciołki o tym wiedzą?
-Cholera, jest! -krzyknęła dziewczyna
widząc na wystawie sklepowej siebie na okładce nowego numeru „Tiger
Beat”. Weszła jak burza do kiosku i kupiła gazetę zapominając o
wzięciu reszty. Zaczęła nerwowo przerzucać każdą stronę gazety
w poszukiwaniu tej cholernej dramy. Po chwili przed jej oczami
pojawił się wielki nagłówek „Ellington Ratliff adoptował
fankę”. Na tej stronie było pełno ich wspólnych zdjęć z
instagrama. Zdrowa psychicznie osoba patrząc na nie, nie miałaby
powodu by sądzić, że będący na nich ludzie nie są rodzeństwem.
Nie było na nich nic, co wskazywałoby na to, że oboje kłamią.
Cassidy bez słowa zaczęła czytać artykuł z przerażeniem w
oczach.
Przed jednym z koncertów podczas Louder Tour podejrzewano, że
owa dziewczyna jest partnerką Ellingtona lecz oni oszukali
wszystkich mówiąc, że Cassidy jest tylko jego kuzynką. Nasze
bardzo wiarygodne anonimowe źródło donosi, że w rzeczywistości
była ona kiedyś fanką zespołu, mieszkała w Europie i co
najważniejsze nie jest ona spokrewniona z żadnym członkiem R5. Kim
więc jest enigmatyczna towarzyszka zespołu? Czyżby kryła się za
tym głębsza historia?
-Kto im
powiedział? -zapytał Gavin lecz widząc, że Cassidy wlepia wzrok w
gazetę i prawdopodobnie nawet go nie słucha, przestał oczekiwać
odpowiedzi. Po dłuższej chwili dziewczyna jakby się ocknęła.
-Nie
wiem... -mruknęła po cichu -...ale się dowiem!- nie skończywszy
nawet zdania wyjęła telefon i wybrała numer Ross'a.
-Halo?
-odezwał się blondyn
-Musimy
pogadać! Gdzie jesteście? -zapytała stanowczo
-Yyy...
Teraz nie możemy gadać... Załatwiamy... Coś...
-Ross?
Halo? Wszystko tam u was w porządku? -Nagle z komórki dobiegł
krzyk jednego z chłopaków, a potem huk.
-Tak, w
porządku... Potrzebują mnie! Muszę kończyć!
-Ross!
-Pa!
-Co?!
Ross! -chłopak się rozłączył -Co za... Ugh! Kretyn! Mam naprawdę
ważną sprawę, a ten tleniony frajer mnie okłamuje!
-Nie
wyciągaj pochopnych wniosków mała! Może naprawdę był bardzo
zajęty i wydawało ci się, że coś kręci.
-Mam
nadzieję, że masz rację, bo nie chcę przestać mu ufać. Hola,
hola! Gavin? Czy ty bronisz Ross'a?
-Dobra,
nieważne... To... Co chcesz teraz robić?
-Najchętniej
wróciłabym do domu... -bez zbędnego przeciągania bo Cass nie
miała nic do gadania więc poszli na plażę. Powoli zaczynało się
robić ciemno, a wtedy jest tam najfajniej. Po nieco ponad godzinie
rozmowy i śmiechu niebo było już zupełnie czarne. Przyjaciele
wsiedli więc na motor i Gavin odwiózł Cassidy do domu. Już z
oddali dziewczyna spostrzegła, że jej ogrodu dobiegają światła.
Gdy znaleźli się już pod domem szybko zsiadła z motoru i
powędrowała w stronę ogrodu. Nacisnęła klamkę i pchnęła
drewnianą furtkę. To co zobaczyła sprawiło, że prawie stanęło
jej serce.
Super rozdział!!!! Czekam na next'a!!!!!
OdpowiedzUsuń